sobota, 17 czerwca 2017

Pani, a nie taniej kupić jarzyny w sklepie?

Zapytał majster kowboj, widząc moje plewienie na klęczkach w 27 stopniowym upale.

Pewnie że taniej, licząc mój czas, w którym mogłabym pracować w mieście, dojazdy z miasta, narzędzia, nasiona (te akurat jakieś straszliwie drogie nie są)  itd. Ale taniej też  byłoby nie wyściubiać nosa z bloku, a kontakt z ziemią ograniczyć do siedzenia na ławce przed blokiem. (Jako żywo jeszcze nigdy nie miałam na to czasu).

I jeszcze taki drobiazg: jakość tych jarzyn. Czy jarzyny są uprawiane czy produkowane? Bardziej produkowane niż uprawiane. Na wielką skalę, wielkimi maszynami, wielkimi opryskami i wielkimi nawozami. Po sąsiedzku mam uprawę czosnku. Częściej jest kropiony niż nie kropiony. A przed sadzeniem zaprawiany różowym czymś znaczy różową trucizną. A potem to jemy, a potem chorujemy...

Wszystko ręcznie, nic nie kropione - kontynuuje rozmowę majster kowboj. Ano wszystko ręcznie. Po co miałabym się własnoręcznie truć. Wracając do tego czy taniej w sklepie. Jarzyny eko albo organik (teraz tak to się nazywa) to już takie tanie nie są.

I jeszcze o kosztach cenach i pieniądzach. Kiedyś dawno temu na wsi chodziło się do sklepu rzadko. Po cukier albo sól. Wszystko było swoje. Masło mleko jarzyny. A babcia piekła chleb raz na tydzień. Teraz w tej wsi, gdzie mieszkała babcia nie ma ani jednej krowy. Nie opłaca się. Jarzyn uprawiać też się nie opłaca. Taniej kupić w sklepie. A z gospodarstwa już się nikt nie utrzymuje. W mojej wsi i babcinej wsi. Nie ma takiego gospodarstwa. Z każdego domu ktoś pracuje, pomimo że jest czosnek albo świnie albo czosnek i świnie. Nie da się utrzymać. To kiedy można się utrzymać? Jak się ma 300 hektarów i fabrykę krów. Fabrykę nie hodowlę. Krowy nawet nie oglądają trawy. A boksy tak ciasne że nie mogą się położyć.
Film Samsara (2011).

Fabryki stłoczonych krów, świń albo kurcząt. I stłoczeni ludzie w miastach. Wiecznie gdzieś gnający. I nigdy nie mający czasu, ciągle w pośpiechu.

A ja sobie tu plewię te parę grządek ręcznie.

Oplewione parę grządek



niedziela, 4 czerwca 2017

O zbieraniu deszczówki, studni, wodzie i o nienormalności

Jedna z hipotez głosi, że cesarstwo rzymskie upadło, bo Rzymianie podtruwali się wodą dostarczaną w rurach ołowianych. Toksyczność ołowiu jest dowiedziona wszem i wobec i nie będę się nad tym rozwodzić. Wpis będzie o wodzie. To ten najważniejszy dla zdrowia, dla życia eliksir. Bezcenny.

Na co dzień, nikt się nad tym specjalnie nie zastanawia, odkręcamy kran i woda ma płynąć. Idziemy do toalety woda ma spłukiwać. Woda pitna! 50% wody pitnej w mieszkaniach, domach jest zużywana na spłukiwanie toalet. Czy to jest miara naszej cywilizacji? Woda pitna do spłukiwania odchodów.

Chcę zbierać deszczówkę. Hydraulicy z którymi rozmawiam słysząc o zbieraniu deszczówki: co deszczówka? po co to pani? I wtedy okazuje się że nie mają czasu. Albo nigdy nie robili, albo tak się nie robi, albo to się nie opłaca, albo hydraulik tak by u siebie nie zrobił.

Deszczówkę już zbieram z garażu do mauzera 1000 litrowego.

Przygotowany mauzer do zbierania deszczówki

Ustrojstwo do łapania wody czyli zbieracz wody

Podłączony mauzer  do rynny
Woda z mauzera bardzo się przydała i została wykorzystana do zera podczas murowania fundamentów. Teraz mauzer się znowu napełnia.

Z dachu domu tej wody będzie dużo więcej. No dobra 6 mauzerów, bo tyle będę mieć rynien, ustawionych przy domu, albo nawet 4, wyglądałoby nieestetycznie. I kłopot z zamarzającą wodą. No to będzie zbiornik podziemny. 3000 litrów. Przed zasypaniem fundamentów, rozkładamy z B. rury do doprowadzenia deszczówki z rynien do zbiornika podziemnego. Ja nie mam o rozkładaniu rur bladego pojęcia, B. większe, ale i tak robi to po raz pierwszy. Hydraulik spojrzał i ocenił: dobrze pan robi.

Porozkładane i połączone rury na deszczówkę

Rury od północy i ganku

Tu gdzieś będzie podłączony zbiornik


Rury od wschodu

Rury od strony południowej





A jak już zbiornik podziemny i koszty, to może wykorzystać tę wodę nie tylko do podlewania, ale też do spłukiwania WC. Co prawda kibelek jest polowy, (po nowemu nazywa się toaleta kompostująca) z serduszkiem, (bez wody) spisuje się dobrze.

WC polowe czyli sucha toaleta kompostująca,
przywiązana linami, po tym jak huragan wywrócił

Ale skoro już w domu będzie łazienka i kibelek, to nie chce marnować wody pitnej do spłukiwania WC i chcę wodę z tego zbiornika. I tu się zaczynają schody. Osobna instalacja do WC. Że woda w zbiorniku będzie gniła, że będzie zielona, że będzie śmierdziała. przecież lepiej mieć jedną instalację do wszystkiego itp itd.

A gdzie będzie szambo, kolejne pytanie hydraulika. Nie będzie, będzie oczyszczalnia. Oczyszczalnia rozsączająca? Nie, korzeniowa. Jaka? Korzeniowa, roślinna, hydroponiczna. Ups, a co to za oczyszczalnia? Takiej nie robią.

Wodę będę mieć z własnej studni. Tak wyglądała studnia zastana, a tak po pewnym czasie. Studnia kopana kręgowa 12 m głębokości, 40 lat nieużywana.


Po pewnym czasie

Studnia zastana













Studnia została wyczyszczona, woda wypompowana do zera (wrzesień 2015). Ciekawe rzeczy były w studni, m.in magazynek do karabinu, to chyba jeszcze z czasów wojny. Czyli studnia pełniła rolę czarnej dziury, z której już nic nie można było wydobyć.

Po odpompowaniu  woda długo nie chciała napłynąć. Już się zdecydowałam na pogłębianie, umówiłam ekipę. Nie tak łatwo, bo najchętniej wierciliby nową. I przed samym przyjazdem Pan się obraził, że nie ma dojazdu z dwóch stron do studni, bo kabel z prądem został wkopany. I pan nie przyjechał. I wiecie co? Woda się znalazła. Napłynęła. Jaka ja jestem wdzięczna temu panu, że się obraził.

 A po drugie już umiem czerpać wodę wiaderkiem. Wiaderko się nie zanurzało, bo było za lekkie. Ot taka niewiedza miastowej. Trzeba było wiadro na łańcuchu spuszczać do studni, a nie na linie propylenowej. Pod wpływem ciężaru łańcucha wiadro się wreszcie zanurzało.  Potem woda była zdezynfekowana podchlorynem sodu. I powtórnie wypompowana. I jeszcze raz.

Wypompowywanie zdezynfekowanej wody

I jeszcze szybciej woda napłynęła. Teraz mam w studni duuuużo wody. Wodę zbadałam w słusznym laboratorium. Nie mam azotynów ani azotanów, a tego się obawiałam, bo tereny rolnicze, ale nie ma. Nie ma w ogóle manganu i bardzo niewiele żelaza. I nie ma bakterii. Woda jest zdatna do picia.

A w pozwoleniu na budowę mam podłączenie do wodociągu. Bo studnia by nie przeszła. Musiałam dostać warunki przyłączenia (za opłatą), zgodę właściciela działki (notarialną za opłatą), na której jest wodociąg. Musiałabym zrobić projekt przyłącza (za opłatą) doprowadzić wodociąg (za kilka tysięcy zł), przewiert pod drogą te rzeczy. Potem płacić rachunki za wodę chlorowaną, na jakość której nie mam żadnego wpływu. A studnie unieczynnić (tak to się nazywa). Wszystko, byle nie własna studnia.

Znajomy w czasie kiedy się zastanawiałam studnia czy wodociąg: podłącz wodociąg będzie bez kłopotu. Kiedy się jednak upierałam przy studni, ten sam znajomy: czy ty nie możesz zrobić czegoś normalnie? Dom ze słomy zamiast betonu, studnia zamiast wodociągu, oczyszczalnia korzeniowa zamiast szamba. Widocznie już nie.


Wiata na drewno

W marcu i kwietniu, jeszcze przed rozpoczęciem budowy powstała wiata na drewno. Nie było kiedy o tym napisać, to piszę teraz. A wiata potrzebna jest bardzo. Po trzebieniu dżungli, czyli zdziczałego sadu zostało sporo drewna. Złożone na dwóch stertach, Jedna nie przeszkadza, ale druga tak. Trzeba ją było uprzątnąć i przygotować miejsce na ziemię z wykopów pod fundament.

Konstrukcja wiaty
Fragment konstrukcji, elementy łączenia

Konstrukcja wiaty równo z garażem


Pomalowana konstrukcja i miejscówka do łapania
wczesnowiosennego słońca


Pomysł i główny wykonawca wiaty B. Jestem ogromnie wdzięczna. Ja jako pomocnik (też główny 😄). Niesamowicie satysfakcjonująca praca, potrzebna  i widać efekty. Zaczyna mi się podobać to majsterkowanie. Kiedy to co robisz własnymi rękami ma głęboki sens, jest potrzebne tu i teraz. widzisz efekty swojej pracy. W mojej codziennej pracy zawodowej (przy komputerze i w papierach) niekoniecznie.

Wiata z dachem i wypełniona pociętym równo drewnem wyglądała zjawiskowo. Niestety zdjęcia nie mam, a szkoda, bo rozpoczęła się budowa...

Wiata już w trakcie budowy.

Wiata w trakcie budowy z kawałkami desek
do wyjęcia gwoździ


Wiata z boku

środa, 31 maja 2017

Odskocznia ogrodnicza w oczekiwaniu na ekipę fundamentową nr 2

Zarosłam doszczętnie z kretesem i na amen. Znaczy się kawałek hektarów oczywiście.
Jeszcze wszystko nie posiane, z części i tak zrezygnowałam, ziół i kwiatów nie będzie w tym roku, a to co posiane woła "gwałtu rety" - plewić!!!
No i co robić pierwsze? Siać czy plewić oto jest pytanie.

Widok na mega zarośnięty warzywnik
Ogarnięte wyplewione i zaściółkowane tylko 3 grządki, resztę trudno nazwać warzywnikiem.


Zebrało mi się na sianie koniczyny. Tylko jakiś miesiąc za późno. Ale co tam sieję. Żeby siać najpierw trzeba przygotować. Metodą widłowo-ręczną. Widłami rozluźniam ziemię, rękami wyciągam chwasty. I tak kawałek po kawałku. Kręgosłupowi (osobistemu) nie bardzo się to podoba, ale za to głowa się uspokaja, myśli przestają gonić jak oszalałe. O rety - ja tu odpoczywam 😉(tylko potem się ruszać nie mogę 😄).

Widły, a na pierwszym planie wysiane i zaściółkowane
ogórki i kukurydza






Ręce












Z małych kawałków zebrał się całkiem spory kawał. Ale to jeszcze nie koniec.

To zaściółkowane słomą to posiane ogórki, a po obwodzie kukurydza. Ciekawe czy tak zarośnie jak warzywnik?


B. w przypływie (chwilowej?) pasji do ogrodnictwa zajął się malinami. Obecnie już widać że maliny to maliny, a koniczyna to koniczyna. Przedtem niekoniecznie.

Ogarnięte maliny i koniczyna przez B.

Teraz o wale albo nawet o wałach.
W kwietniu był obsiewany wał nr 1, jak popadnie, znaczy co się sypnie. Sałata (różna), rukola rzodkiewka, koperek. Na początku maja wyglądało to  tak (to po lewej). A pod koniec maja tak (to po prawej).

Wał pierwszy, 12 maja

Wał pierwszy 27 maja




















Rzodkiewka z wału, radość niesamowita - własne jedzenie.

Wał drugi już nie miał tyle szczęścia, był później obsiany dopiero w maju i tylko w części, szpinakiem.



Dostojnie zarastający wał nr 3, 12 maja


Wał 2 ze szpinakiem na pierwszym planie,
zaściółkowany i posiana cukinia jeszcze nie widać


Szpinak na wale się nie udał. Poszedł w kwiaty i nasiona, a nie w liście. Może za dobra ziemia, może za gęsto wysiany, może w nieodpowiednim czasie (np. dzień owocu a nie liścia). Może wszystko naraz. Nie zbieram szpinaku. Zostawiam na nasiona, z nadzieją że się rozsieją same.
Szpinak posiany już w innym miejscu. Cukinia na wale wzeszła. Zobaczymy jak się uda.

A w międzyczasie, przy okazji rośnie sobie wał nr 3, zaczęty w listopadzie zeszłego roku.
Urośnięty wał 3, na drugim planie wał nr 2



Wał nr 3 z drugiej strony z podeschniętym zielskiem


Budowanie wału 3 zakończę tego lata, jak się ciut odrobię (odrobię?? - czy to w ogóle możliwe ?)


Widok na ziemniaki i bób, trzeba podpisać żeby znaleźć

Tu już lepiej wygląda
Ziemniaki i bób zaściółkowane


Te bocianie gniazda w środku chwastów to zaściółkowana posiana dynia (bliżej)
i posadzona z rozsady zakupionej (dalej) z nadzieją że zdominuje chwasty

A na koniec niezamierzona, ale za to okazała uprawa czarciego żebra - w rowie. O takie wielkie urosło.

Gigantyczne czarcie żebro.
Pokrzywy też niczego sobie. U sąsiadów trawka w rowie przystrzyżona na 5 mm, a u mnie metrowe czarcie żebro. To się nazywa bioróżnorodność.




niedziela, 28 maja 2017

Opowieść budowlana odc. 8. Kier bud nie odbiera ocieplenia i casting na poprawiacza

16 maj
Kładziemy z B. bednarkę wokół fundamentów - część instalacji odgromowej. Zdjęty szalunek pod wieniec.  Wielkie bajoro po ulewach i krajobraz po bitwie czyli bajzel na budowie. Mur nie chce schnąć.
Zdjęty szalunek i położona bednarka

Wielkie bajoro i krajobraz po bitwie 

Krajobraz po bitwie czyli ponoć normalka na budowie

18 maj
Po pracy biegusiem na budowę. Majstrów już nie ma. Trochę więcej porządku, nie ma porozwalanych wszędzie desek ze sterczącymi do góry gwoździami. Zrobiona izolacja (dysperbit) i przyklejone ocieplenie (styrodur) na ścianie wschodniej i południowej. A nawet obłożone folią kubełkową.
Dysperbit, styrodur, folia kubełkowa od zewnątrz

Tylko dysperbit od wewnątrz
















Koparkowy zamówiony na dzień następny do obsypywania ziemia tych ścian i zasypywania piaskiem. Wpadam od razu robić zdjęcia. Czy tak ma wyglądać przyklejony styrodur?

Przyklejony styrodur

Szpary z bliska

Nierówny mur 

Przyklejony styrodur widok z góry






































Wysyłam kierownikowi budowy. Kier bud dzwoni natychmiast. Nie tak ma wyglądać przyklejony styrodur. Styrodur ma ściśle przylegać do muru. Inaczej jest bez sensu. Cała się trzęsę z nerwów. No pięknie mam spieprzony fundament. Dzwonię do "majstrów".  Nie odbierają. Pan J. oddzwania po 3 godzinach. Mówię ze kierownik nie odbierze izolacji i ocieplenia, a ja nie przyjmuję takiego wykonania. Pan J. oburzony: jak to kierownik nie odbierze, podważa kompetencje kierownika. Nie będą poprawiać i w ogóle nie będą już więcej robić na tej budowie.

19 maj
O 7.20 jestem na budowie. Po majstrach i ich klamotach  ani śladu. Ma przyjechać kier bud i dyskutować z panem J. na temat poprawności izolacji. Odwołuje kierownika, po co ma przyjeżdżać skoro nie ma wykonawców. W południe przyjeżdża wściekły pan J. Chce się rozliczać, zwracam mu za wydatki na materiały, które dokupił. Za część pracy - izolację i ocieplenie nie będę płacić. Odliczam też na zmarnowany styrodur. Jeszcze bardziej wściekły J. odrywa styrodur i zabiera. Na szczęście zwraca mi klucze do garażu.

Ślady po "fachowcach"

To nie tak miał być przyklejony styrodur
















Spiep...ony fundament i zero wykonawców. Za niecały miesiąc wchodzi ekipa od konstrukcji drewnianej. Robię akcję poszukiwawczą ekip na poprawienie i dokończenie fundamentów. Afera prawie na pół Polski. Obdzwaniam znajomych. Znajomi obdzwaniają sprawdzonych fachowców. Wszyscy zajęci i nie mają czasu. Cóż było robić znowu "fachowcy" z ogłoszenia olx. Umawiam się z trzema, dwóch na niedzielę, jeden na poniedziałek.

21 maja (niedziela)
kandydat nr 1 "kowboj"
O umówionej godzinie czeka już na mnie w swoim samochodzie, z synem. Wita mnie słowami: już wiem wszystko. Był pół godziny przed czasem, zdążył oglądnąć. Co pani by chciała. Poprawić i dokończyć, przylepić ściśle styrodur, wyrównać wieniec. Kowboj rozważa opcje usuwania dysperbitu, położenia tynku. Wieniec musi pomierzyć szlaufwagą i wtedy zdecyduje czy szlifuje, czy leje kolejne 10 cm wieńca. Odpowie mi w poniedziałek czy się podejmie.

kandydat nr 2 "zjebane"
Przyjeżdżają we dwóch. Bracia. Dzień dobry. Ale zje...ne. Kto to tak spier...lił. Skąd pani miała tych fachowców. Co drugie zdanie zje...ne. Lepiej jest budować od początku. Ale zje...ne. Najlepiej do zera rozwalić fundamenty. Niech zwrócą za bloczki. Trzeba od nowa murować. Ale zje...ne. Co by pani chciała. Będzie trudno poprawiać tak spier..ny fundament. Muszę to przemyśleć. Ale zje...ne. To pani nie widziała jak jest krzywo. Jak to teraz wyrównać i co z tym dysperbitem, nie będzie się trzymać tynk. Wieniec trzeba lać od nowa. Ale zje....ne. Będę dzwonił jutro.

Osiągnęli cel. Zdołowali mnie na amen. Odechciało mi się całkiem budowy.

Noc - ze zmartwienia nie mogę spać. Przeszukuje internet, szukam sposobów ściągnięcia dysperbitu -  tylko mechanicznie.

22 maj
Próba szlifowania dysperbitu - tarcza diamentowa garnkowa i szlifierka kątowa. Strasznie się pyli ale schodzi. Wykonanie B.
Zdzieranie dysperbitu  szlifierką kątowa z tarczą diamentową przez B.


kandydat nr 3 "do widzenia"
Przyjeżdża pod wieczór. Dzień dobry. I ani słowa więcej. Wchodzi na budowę, ogląda z różnych stron. Ani słowa. Przykuca patrzy na mur. Wreszcie się odzywa. Nie mam czasu tego poprawiać. Nikt pani tu nie przyjdzie tego robić. Do widzenia.

Mam załamkę w stylu "głupia baba" zabrała się za budowę, nigdy w życiu nie będąc wcześniej na budowie.

Dzwoni kandydat nr 1 przyjedzie 31 maja. Zrobi tynk i ocieplenie. Dokształcił się w międzyczasie. dysperbit można zedrzeć tylko mechanicznie. Wymieniam doświadczenia z próby zdzierania dysperbitu.

kandydat nr 2 dzwoni ale akurat nie ma zasięgu, nie nagrywa wiadomości. Nie oddzwaniam, już wystarczająco mnie złamali i zdołowali.